Przemek burczymucha

No i stało się... Po prawie dziesięciu latach, kiedy to Przemysław Saleta zarzucił mi brak przyjacielskiej lojalności padło miedzy nami wiele gorzkich słów. Zawsze, ale to zawsze "dyskusje" rozpoczynał Przemysław. Na skutek swoich frustracji postanowił mnie w końcu ukarać. Po męsku. Miało to się odbyć podczas gali KSW 14. No cóż, tu z kolei po hucznych zapowiedziach jak przyjdzie mi cierpieć w ringu skończyło się faktycznie największym laniem w karierze. Nie. Nie moim. To ja zlałem Przemysława.

Było to wbrew powszechnym oczekiwaniom, więc na pomoc "Dzielnemu Przemkowi" przyszedł sędzia, który uratował go przed ciężkim nokautem.



Nie udało sie w ringu, wiec nasz "Dzielny Przemysław" ponownie przystąpił do oczerniania mnie w mediach. Do momentu aż nastała druga walka, tym razem w formule K1. Niestety i tym razem Przemysław nie zdołał nic pokazać oprócz tchorzliwej metody (fauli) chowajac głowę miedzy moje nogi, łapanie mnie za nie i przewracanie by tylko nie dopuścić do uczciwej i męskiej rywalizacji na pięści.

Do momentu mojej kontuzji w tej walce Przemek robił za treningowy worek. Nie muszę mówić, co najdzielniejszy z najdzielniejszych zaczął po tym robić? Oczywiście, oczerniać mnie w mediach. Aż nadszedł listopad 2013 roku. Wtedy to Saleta okaz męskości i niezłomności wpadł na pomysł jak w końcu rozprawić sie z Najmanem...

Naskarżył do sądu, że Marcin Najman, nazywa go publicznie tchórzem, frustratem i nierobem. Być może Przemysław myślał, że tak jak podczas KSW14 pomoże mu sędzia.

Jednak nie wziął pod uwagę, że to zgoła odmienny Sąd. Obiektywny. Pozew został odrzucony, a Przemkowi "najdzielniejszemu z najdzielniejszych" przybyło kolejne określenie. Skarżypyta bez kopyta.
Trwa ładowanie komentarzy...